piątek, 23 listopada 2012
Odmiana przez przypadki

Na początek szybka odpowiedź na powracające różnymi kanałami pytanie. Czy na tym blogu jeszcze będą pojawiać się wpisy? Tak, ale bardzo rzadko. Jeśli chcesz częściej czytać, co mam do napisania, znajdziesz mnie na Gadżetomanii, Gamezilli i PolskiLive.pl. Zapraszam.

Przechodząc do tematu wpisu - przedstawiam Wam "Odmianę przez przypadki", czyli książkę mojego autorstwa, która właśnie trafiła do sprzedaży.

Możecie ją kupić prosto ze strony wydawnictwa Novae Res: Odmiana przez przypadki.

Odmiana przez przypadki

Jest to zbiór 6 opowiadań fantastycznych, podchodzących do gatunku w - mam nadzieję - nietypowy i rzadko spotykany sposób. Oto opis opowiadań z ostatniej strony okładki:

Mateusz żywych trupów
Zmarli wracają do życia, upominają się o swoje prawa i stają się najbardziej uprzywilejowaną grupą obywateli. Jak długo ludzie będą znosić ulgowe traktowanie żywych trupów?

Odmiana przez przypadki
Zaczęło się od niezdarnego podrywu, a skończyło na trudnym wyborze: czy warto zmieniać własną młodość, ryzykując utratę wszystkiego, co osiągnęło się w dorosłym życiu?

Weekend z wżurkami
Świat oszalał na punkcie wżurek – kosmicznych robaczków, działających na ludzi jak narkotyk. Jak zdobyć dziewczynę, która przez uzależnienie całkowicie straciła zainteresowanie mężczyznami?

Baśka
Baśka to tajemnicza kobieta. Podobno jest w Mensie. Podobno jest czymś w rodzaju szpiega. Podobno jest niedostępna. Maurycy przekona się, że pewnych tajemnic nie powinno się zgłębiać.

Skrobacz
Dwaj wrogowie z dzieciństwa muszą odsunąć na bok stare urazy, jeśli chcą się dowiedzieć, jaka tajemnicza istota dręczy jednego z nich.

Galaktyczne mrówki
Reporter, któremu grozi zwolnienie z uwagi na absolutny brak sukcesów, zwraca się o pomoc do siły wyższej. Czy druga szansa jest odpowiedzią na modły, podstępem, czy zbiegiem okoliczności?

Serdecznie zapraszam do lektury. Mam nadzieję, że spędzicie z książką kilka miłych chwil.

Przypominam: Odmiana przez przypadki w księgarni wydawnictwa Novae Res.

wtorek, 18 stycznia 2011
Zabójstwo Stephena Kinga przez niekompetentnego Pawła Korombela

Szok. Niedowierzanie. Trauma. Przeczytałem niedawno "Langoliery" Stephena Kinga, czyli pierwszą powieść ze zbioru "Czwarta po północy". Ta niezła w sumie opowiastka została bestalsko zarżnięta najgorszym tłumaczeniem, z jakim kiedykolwiek miałem do czynienia.

Zacznijmy od samego tytułu "Czwarta po północy". Już on jest przetłumaczony błędnie. Oryginał zwie się "Four past midnight", czyli dosłownie "Cztery po północy" - znaczy się cztery MINUTY po północy, a nie czwarta GODZINA po północy. Do ciężkiej cholery, toż same oryginalne OKŁADKI tej książki wyraźnie podkreślają fakt, że chodzi o minuty.

Czwarta po północy

Jak beznadziejnym trzeba być tłumaczem, żeby zawalić przekład tak prostego tytułu? Przecież Korombel zmienia jednocześnie jego znaczenie - wiecie, północ to godzina duchów, mamy do czynienia z czterema horrorami, te sprawy. No cóż, na pewno nie wróży to dobrze samym opowieściom...

Książkę, niestety, zwróciłem już do biblioteki, więc nie mogę przytaczać cytatów, ale postaram się jak najwierniej przybliżyć wam problemy tłumaczenia Korombela. Po pierwsze - gość nie posiada choćby szczątkowego "wyczucia języka". Płynny styl Stephena Kinga u niego zmienia się w toporne klecenie zdań, a całość przypomina wypracowanie pisane przez gimnazjalistę. Mały problem? Wręcz przeciwnie - King jest gawędziarzem, a czytanie jego powieści w tak fatalnym przekładzie przypomina próbę wysłuchania dowcipu opowiadanego przez Adama Michnika.

Koronnym przykładem braku językowego wyczucia są kwestie jednego z głównych bohaterów - pochodzącego z Brytanii Nicka. W wersji polskiej mówi on niczym Michał Wołodyjowski, czyli sypie "waszmościami" i podobnymi anachronizmami. Dlaczego? Ano dlatego, że to Brytol, a King w oryginale oddał specyfikę ichniego języka, czyli zamiłowanie do zwrotów w rodzaju "mate" czy "bloody hell". Dla obywatela USA są one obce, ale - Korombel niech mi wierzy - Angole w uszach Amerykanów NIE brzmią jak średniowieczny plebs wessany przez wehikuł czasu! Rozumiem chęć oddania językowych różnic, ale niestety - tłumacz jest za cienki w nosie żeby podołać temu zadaniu. A mówiąc dosadniej: facet nie ma (a przynajmniej w trakcie tłumaczenia nie miał) kwalifikacji potrzebnych do przekładania anglojęzycznych powieści!

Nie będę gołosłowny, podam najbardziej wyrazisty przykład. Wiecie, co oznacza wyrażenie "to let sb go" w kontekście zatrudnienia? "Zwolnić kogoś". Proste, nie? A jak przetłumaczył to Paweł Korombel? Otóż w jego powieści (bo na pewno nie była to już książka, którą napisał King) niejaki Craig przewiduje, że w wyniku swoich zaniedbań zostanie przez swoich pracodawców PUSZCZONY. Gdzie puszczony? Na wolność? Na żywioł? W przepaść? Toż to zdanie nie ma żadnego sensu! W trakcie czytania przez chwilę zastanawiałem się, o co gościowi chodzi, po czym dotarło do mnie, że to DOSŁOWNE tłumaczenie. Wówczas zdałem sobie sprawę, że Korombel najwyraźniej NIE ZNA JĘZYKA ANGIELSKIEGO. A przynajmniej nie lepiej niż ja - osoba, która uczyła się go łącznie przez całe cztery lata.

Przykłady absolutnej niekompetencji Pawła Korombela można mnożyć, a nieudolność przekładu sprawia, że powieści nie da się czytać. W takiej formie trudno brać ją serio, nie może też być mowy o płynnym czytaniu, kiedy co chwila mamy do czynienia z takimi zgrzytami. Po przebrnięciu (z trudem) przez "Langoliery" zabrałem się za kolejną część zbioru - "Tajemnicze okno, tajemniczy ogród". Po dotarciu do fragmentu, w którym bohater - pisarz - zapomina "uratować dokument" na komputerze (czyli "forgets to save a file"), odłożyłem książkę i już nigdy do niej nie wróciłem. Paweł Korombel zamordował ją swoją porażającą niekompetencją. Czytałem pierwsze wydanie i nie wiem, czy w kolejnych przekład uległ poprawie, ale jeśli nie - brawo, człowieku, jesteś odpowiedzialny za obrzydzenie Polakom (z czego wielu z nich pewnie nie zdaje sobie sprawy) jednej z ciekawszych pozycji w przepełnionym tandetą gatunku, jakim jest horror. Mam nadzieję, że za tak wykonaną robotę twoi pracodawcy natychmiast cię "puścili".

Michał Puczyński

poniedziałek, 13 grudnia 2010
Bieguny Silverberga

Stephen King we wstępie do jakiejś powieści przyznał, że cierpi na literacką sraczkę: pisząc wylewa z siebie taki potok słów, że jego książki mogą służyć za odważniki na zawodach strongmanów. Inny rodzaj tej przypadłości dręczy pisarza s-f Roberta Silverberga. Niestety, o ile Kinga można czytać nawet gdy zalicza spadki formy, tak Silverberg w gorszym okresie jest po prostu nie do przełknięcia.

Może to i kompromitacja, ale o Silverbergu dowiedziałem się dopiero parę tygodni temu. A ponoć to znany i zasłużony pisarz. Sprawdziłem - rzeczywiście, bibliografię ma pokaźną. Dobrych kilkadziesiąt powieści s-f i ze trzy razy tyle pornosów. Książki nie powalają długością, ale za to ilościowo robią wrażenie. Jakby je zebrać do kupy, nawet King wymiękłby przed takim morzem materiału. Czy ilość idzie w parze z jakością? Śmiem wątpić, zwłaszcza że z dwóch powieści Silverberga, jakie miałem okazję przeczytać, jedna okazała naprawdę dobra, a druga - wręcz przeciwnie.

W dół, do ziemi

piątek, 19 czerwca 2009
Złota rybka się przejadła...
Teraz życzenia spełniają Smocze Kule

Dawno, dawno temu, w kraju, gdzie wiśnia zakwita pięknymi, różowymi kwiatami, pewien człowiek usiadł przy biurku i na czystej kartce papieru narysował szkic do swojego nowego komiksu. Artysta nazywał się Akira Toriyama, a utwór zatytułował "Dragon Ball".



Dragon Ball opowiada historię małego chłopca SonGoku, który po śmierci opiekuna rusza w świat w poszukiwaniu legendarnych, spełniających życzenia Smoczych Kul. Po drodze natrafia na szereg niebezpieczeństw, ale bez większych problemów wychodzi z nich cało - gdyż mimo młodego wieku i nikczemnego wzrostu, jest niesamowicie silnym i wytrenowanym w sztukach walki wojownikiem.
piątek, 01 maja 2009
Kto zabił Asteriksa?
Asteriks to znany na całym świecie komiksowy bohater, stworzony w 1961 r. przez dwójkę Francuzów - Rene Goscinnego (scenarzystę) oraz Alberta Uderzo (rysownika). Licząca 33 odsłony seria zyskała ogromną popularność ze względu na połączenie realiów historycznych z inteligentnym, odnoszącym się do współczesności dowcipem. Choć ostatni epizod został wydany w 2005 r., to ostatni prawdziwy "Asteriks" pochodzi z końca lat siedemdziesiątych.


"Asteriksy" wydane w latach osiemdziesiątych i później nie były już tymi samymi komiksami, słynącymi z błyskotliwych dialogów i nietypowych rozwiązań scenariuszowych. Począwszy od zeszytu zatytłowanego "Wielki rów", przygody Gala zaczęły coraz bardziej odbiegać od standardów wyznaczonych w ciągu poprzednich dwóch dekad. Nagle, z albumu na album komiks stał się zadziwiająco pusty.

poniedziałek, 23 marca 2009
Smętarz pełen smętów
Stephen King pisze dwa rodzaje książek: świetne oraz słabe, ale też całkiem fajne. Jest autorem, który dzięki wprawnemu warsztatowi potrafiłby sprzedać w milionach egzemplarzy przepis na jajko sadzone. Jego "Smętarz dla zwierzaków" z 1983 r. udowadnia trafność tej charakterystyki, będąc pierwszorzędną powieścią drugorzędną.


Podobnie jak w większości książek Kinga, tak i w "Smętarzu..." motorem napędowym akcji jest miejsce posiadające nadnaturalne właściwości. Tym razem jest to stare cmentarzysko domowych zwierząt. Pokusie wykorzystania jego niebezpiecznej mocy będzie musiał przeciwstawić się Louis Creed, lekarz w niewielkim miasteczku, dręczonym plagą wypadków drogowych.
 
1 , 2 , 3