piątek, 06 marca 2009
Piersi Sabriny
Lata osiemdziesiąte to czas muzycznych gwiazdek jednego przeboju. Jedną z nich był duży, miękki i mokry biust, wykonujący piosenkę p.t. "Boys (Summertime Love)". Balonowy duet stał się międzynarodowym symbolem epoki i do dziś cieszy się popularnością w Internecie.


Słynne dydki urodziły się 15 marca 1968 r. we Włoszech, będąc częścią Sabriny Salerno - późniejszej piosenkarki, modelki, aktorki i producentki muzycznej. Zalążek sławy zdobyły po zwycięstwie w regionalnym konkursie piękności, który otworzył im drogę do świata mody. Pozowanie nie spełniało ambicji ponętnych racuchów, postanowiły więc wejść w branżę muzyczną.

środa, 04 marca 2009
Pegasus. Próba czasu
Dawno, dawno temu była sobie konsola Nintendo Entertainment System, znana w Polsce pod postacią klona o nazwie Pegasus. W latach swojej świetności zrewolucjonizowała rynek gier wideo, stając się jednym z symboli epoki eighties. Z okazji dwudziestej piątej rocznicy istnienia maszyny, Kult-turystyka sprawdza, czy ze starego rzęcha wciąż można wykrzesać odrobinę rozrywki.


Miłe miłego początki?

Kupno konsoli nie powinno sprawić problemu nikomu, kto potrafi posługiwać się Internetem. Mutacje Pegasusa można nabyć głównie na serwisach aukcyjnych. Można je również spotkać na dużych targowiskach, na których chętnie rozkładają stoiska imigranci ze wschodu. Cena sprzętu waha się w przedziale 20-50 złotych, zależnie od tego, czy kupujemy nowy egzemplarz (gdzieś w Chinach nadal je produkują!), czy używany. Skusiłem się na zestaw z dwoma padami, pistoletem i kartem z imponującą zawartością 9 999 999 gier, co kosztowało mnie - wliczając dostawę - nieco ponad 30 zł. Niestety, kupując przez Allegro nie mogłem samodzielnie wybrać modelu - nie wiedziałem zatem, czy trafi mi się egzotyczny "Terminator", klasyczny "Street Fighter", czy może tandetna "Polystation". Po niecałym tygodniu oczekiwania dotarła do mnie duża i zaskakująco lekka paczka...
Marillion. Zespół spod znaku śpiewającej ryby
Tekst gościnny. Autorem jest wojman80, prowadzący blog "Zezowaty kartograf" (odnośnik na dole strony).

Wśród zespołów lat 80. wyróżniają się takie, które błysnęły jednym i tylko jednym przebojem (typowe one-hit-wonders), za co zyskały w pewnych kręgach status kultowych, a ich mikro-sława trwa do dziś. Takim zespołem jest Marillion. Niektórzy nieco złośliwie twierdzą, że Polska jest skansenem, w którym tacy wykonawcy mogą jeszcze czuć się jak gwiazdy. Jednak ta akurat grupa nie rozmienia dawnej sławy na drobne i konsekwentnie idzie obraną przez siebie drogą muzyczną, a towarzyszy mu wierna grupa fanów. Na tyle wierna, że jest gotowa zapłacić za kolejną płytę zespołu, zanim ta zostanie wydana.


Początki i największe sukcesy Marillion to lata 80. Nazwa grupy to skrócony (aby uniknąć problemów prawnych) tytuł powieści J. R. R. Tolkiena "Silmarillion". Pomimo że pierwszy koncert zespół dał już w roku 1980, to kariera nabrała rozpędu, gdy w składzie pojawił się dwumetrowy ekscentryk z dużym parciem na sławę, znany jako Fish (Derek D. Dick). W końcu ekipa ustabilizowała się w składzie: Steve Rothery (gitary), Pete Trewavas (bass), Mark Kelly (instrumenty klawiszowe), Mick Pointer (perkusja) i wymieniony wcześniej wokalista Fish. Marillion wydał pierwszą płytę pt. "Script for a Jester's Tear" w 1983 roku. Była to, jak na te lata, dość dziwna muzyka. Walec punk-rocka bezlitośnie przejechał się po nadętych latach 70., których jednym z głównych nurtów muzycznych był rock progresywny. Jednak to właśnie do zespołów tej dekady, głównie Genesis, Yes, Pink Floyd czy Van Der Graaf Generator, nawiązywała twórczość Marillion.

poniedziałek, 02 marca 2009
Zezowaty robak straszy!
Aymler to przebiegły, wykształcony, zezowaty, mówiący z angielskim akcentem robak, pożerający ludzkie mózgi. Jest bohaterem filmu "Uraz mózgu" z 1988 r., będącego produkcją typową dla lat osiemdziesiątych - głupią, beznadziejnie wyreżyserowaną i tak złą, że aż śmieszną.


W zamierzeniu "Uraz mózgu" miał być komedio-horrorem, lecz jak na ironię - to elementy komedii straszą, a horror śmieszy do łez. Film wpisuje się także w nurt charakterystycznego dla eighties "kina narkotykowego", chcąc - w odróżnieniu np. od "Miami Vice" - bardzo ambitnie i metaforycznie zmierzyć się z tematem. Nie dlatego jednak warto się nim zainteresować.
piątek, 27 lutego 2009
Rob Hubbard - bóg wśród kompozytorów ośmiobitowej muzyki
Hubbard to jedna z tych postaci, których dokonania znają miliony, ale nazwisko - mało kto. Urodzony w 1956 r. angielski kompozytor jest autorem ponad osiemdziesięciu utworów ilustrujących gry na ośmiobitowe platformy, głównie C64. Muzyka Hubbarda udowadnia, że instrument nigdy nie jest ograniczeniem dla zdolnego artysty, i nawet na prostych, wydających kilka dźwięków maszynach można skomponować niezapomniane melodie.


Hubbard zaczynał karierę jako zawodowy kompozytor, pracujący dla jednej z brytyjskich wytwórni płytowych. Znudzony dotychczasowym zajęciem postanowił nauczyć się programowania, po czym napisał kilka programów do edukacji muzycznej. Wydawców jednak bardziej interesowały same utwory niż towarzyszące im kawałki kodu.
czwartek, 26 lutego 2009
Piosenka pastelowych piratów

Tę piosenkę zna każdy, kto choć raz widział program Telewizji Polskiej "Morze". Jego czołówka stała się słynna właśnie ze względu na rozbrzmiewający w niej kawałek. Niewielu fanów utworu wiedziało, że jego tytuł to "Victory", pochodzi on z muzycznego filmu przygodowego "The Pirate Movie" z 1982 r., a napisał go australijski kompozytor Mike Brady. Film dziewięciokrotnie nominowano do Złotych Malin i choćby z tej przyczyny warto się z nim zapoznać. A także dlatego, że muzyka w nim jest naprawdę dobra. Eighties w stanie czystym.

Utwór w formie znanej z filmu:


Audio dobrej jakości:

autor: Michał Puczyński