środa, 08 lipca 2009
Niedostatki lat osiemdziesiątych
Na początek formalności: umarł Michael Jackson, legenda 80's. Kult-turystyka nie będzie jednak promować się jego kosztem. A teraz do rzeczy.

Jeśli chodzi o popkulturę, lata osiemdziesiąte miały wszystko: świetną muzykę, doskonałe filmy i niezgorsze książki, podane w cudownej, niepodrabialnej stylistyce. To jednak nie do końca prawda. Mimo tego, że kultowość wylewała się z każdego elementu eighties, epoce do ideału brakło kilka rzeczy.

Przyzwoite westerny


Wbrew pozorom Chuck Norris to nie Clint Eastwood z brodą

"Dziki zachód" to jedna z najbliższych współczesności legend; kawałek historii ubarwiony romantycznymi wyobrażeniami o Indianach, koniokradach i szeryfach. Western jako gatunek filmowy powstał niedługo po wynalezieniu kinematografu i szybko zadomowił się na srebrnym ekranie. W latach sześćdziesiątych nieco skostniały gatunek został odkryty na nowo dzięki dwóm osobom: Sergiowi Leone i Samowi Peckinpahowi. Świat kowbojów odżył dzięki ukazaniu widzom nowego oblicza prerii: krainy brudnej, nieprzyjaznej i skąpanej we krwi. W latach 70. westerny nadal miały się dobrze, ale w osiemdziesiątych gatunek właściwie umarł. Wprawdzie powstało kilkanaście reprezentujących go filmów, ale powiedzmy sobie szczerze: jeśli "Samotny wilk McQuade" z Chuckiem Norrisem jest jednym z najgłośniejszych tytułów dekady, to nie świadczy to o tej dekadzie zbyt dobrze.