wtorek, 30 grudnia 2014
Nie chciałbym się znaleźć w krainie teletubisiów

Teletubisie to ten program dla dzieci, w którym fantazyjny krajobraz kontrastuje z gównianą brytyjską pogodą.

Tubisiowa pogoda

Jakimś cudem Teletubisie uspokajają małe dzieci. To działa i już. Nie wydaje mi się jednak, żeby jakikolwiek dorosły obejrzał choć jeden odcinek - bo w mediach byłoby głośno, jak chory i zboczony jest to program. Kij z czerwoną lakierowaną torebką Tinky Winkiego - to jeden z normalniejszych motywów w tubisiach. Jakie są nienormalne?

Samotność

Teletubisie są niemowlakami - ledwie mówią, zachowują się jak małe dzieci, broją i potrzebują opieki. Sądząc po otaczającej je technologii, żyją w przyszłości. O porządek w futurystycznym bunkrze dba inteligentny odkurzacz. Poza nim nie ma tu nikogo; żadnego rodzica, starszego brata, opiekuna. Nikogo innego z ich dziwnej rasy.

Jest tam kto?Pusto wszędzie...

Dzieci bez przerwy widzą nowe twarze, poznają mnóstwo ludzi. Tubisie, które mają pokazywać świat oczami niemowlaka, są samotne w sposób, którego nawet nie potrafimy pojąć. Bo z perspektywy malucha co to za świat bez matki i ojca, bez obserwowania ruchliwej ulicy czy przyglądania się pani za ladą w sklepie? To zboczone, dziwne i chore. I na dodatek zboczone. 

Biomechanoidy

Mają anteny na głowach. Mają telewizory w brzuchach. A jednak są miękkimi, puchatymi, żywymi istotami. Żyją na Ziemi - po ich trawniku biegają króliki, w tle widać znajome drzewa i gównianą brytyjską pogodę. Czym zatem są teletubisie? Czy to mutanty? Czy są wynikiem jakiegoś eksperymentu?

Do tego jeszcze wrócimy; na razie poprzestańmy na tym, że są połączeniem żywej istoty z maszyną - i jakby to nie było wystarczająco dziwaczne, nie są zadowolone z takiego stanu rzeczy. Bo przecież uruchamianie zaszytej w ciele technologii bardzo im się nie podoba.

Stałym elementem programu są segmenty z udziałem przedszkolaków wyświetlane na brzuchu jednego z tubisiów. Z jakiegoś powodu najczęściej trafia na Lalę i Po - czyli dziewczynki; chłopcy są wybierani rzadziej.

Nadchodzącą transmisję zapowiada wiatrak. Kiedy zaczyna się kręcić, tubisie reagują w zaskakujący sposób.

Boją się.

"Oooo-ooo" - mówią z przejęciem i rozbiegają się na wszystkie strony, szukając miejsca do ukrycia. To jest "oooo-ooo" dziecka słyszącego kroki pana dozorcy, który znów chce bawić się w to, o czym nikomu nie wolno powiedzieć.

ooo ooo

Śmiech cichnie. Radość gaśnie. Oooo-ooo...

W następnym ujęciu widzimy tubisie grzecznie ustawione w rządku i wyczekujące, na kogo padnie tym razem (zwykle na dziewczynki). Ze "zwycięstwa" najbardziej cieszy się nie sam wytypowany, ale cała reszta - tak jakby pozostałe tubisie czuły ulgę, że tym razem im się upiekło.

Tinky i jego los
Tinky Winky pokornie akceptuje swój los

Dodajcie dwa do dwóch.

A wiecie, co jest najbardziej przerażające? Że niezależnie od sytuacji, tubisie nie mogą przestać się uśmiechać.

Uśmiech
Niewolnictwo

W Teletubisiach narracja prowadzona jest w nietypowy sposób: narrator mówi w czasie przeszłym o tym, co tubisie zrobiły, ale stworki wykonują te czynności dopiero po tym, jak o nich usłyszą. Tak, one słyszą narratora i reagują na jego głos - czasem się cieszą, czasem dziwią, ale zawsze, po prostu zawsze posłusznie wykonują polecenia.

Zdarzają się fragmenty, w których tubiś najwyraźniej nie chce słuchać narratora - opuszcza ramiona i ciężko wzdycha, ale i tak robi to, co mu kazano. To wskazuje, że tubisie wiedzą, że coś im grozi w razie nieposłuszeństwa. Musiały już to przeżyć.

Krótko mówiąc: teletubisie są w niewoli.

Kim jest właściciel wszechmocnego głosu? Mam swoje podejrzenia.

Włoży mazidło do koszykaWłoży mazidło do koszyka

Technologiczne piekło

Tubisie żyją w nowoczesnym bunkrze porośniętym z zewnątrz trawą. Technologia, która ich otacza, jest dziwna. Przerażająca.

Inteligentny odkurzacz z pustymi oczami. Śniadanie przygotowywane przez automat. Do wyboru: twarde jak skała naleśniki albo mięsna breja przypominająca parówkową masę.

Teletubisiowy krem
Narratora słyszymy dzięki głośnikom, które mogą wyrosnąć dosłownie wszędzie i z których dobiega dźwięk rodem z piekieł.

Usłyszycie go w 3:50.

Całe to technologiczne piekło potwierdza moją tezę, że tubisie to klony hodowane przez sztuczną inteligencję wiele wieków po katastrofie nuklearnej, kiedy ziemska flora i fauna zdążyły się zregenerować. To pozostałości ludzkiej rasy, które mają zapoczątkować jej odrodzenie. Coś jednak poszło nie tak i zamiast dzieci powstały biomechaniczne mutanty.

Podsumowując: Teletubisie to dziwne gówno. Mam po nich koszmary.

Nie wiem, jakie chore myśli chodzą po głowie małym dzieciom, ale ja pewno nie chciałbym znaleźć się w tubisiowej krainie.

Bonusowo: Dipsy

Na koniec parę słów o Dipsym, czyli ciemnoskórym tubisiu w zielonym ubranku. Postać ta dowodzi, że scenarzyści kiepsko maskują swój rasizm.

Dipsy jest Murzynem - i fajnie. Dzieciaki zobaczą, że ktoś może mieć inny kolor skóry. Ale Dipsy jest stereotypowym Murzynem.

Zacznijmy od tego, że Dipsy najczęściej nie zgadza się z grupą i generalnie jest jej czarną owcą. Ale to nic. Tubisie tańczą nieporadnie jak niemowlaki - tylko jeden rusza się jak raper.

Kentaczdys

Kentaczdys

No i kto ma dłuuuugą, prostą, sterczącą... antenę?

No i komu trafia się kapelusz stereotypowego czarnego alfonsa?

Pimpsy
Przypadek? Nie sądzę. Ale co ja tam wiem. Pewnie dziecko odbiera to wszystko zupełnie inaczej.

Weselej

Weselej. Zdrowiej. Normalniej.

poniedziałek, 22 grudnia 2014
Jar Jar to najważniejsza postać w Star Wars, a Lucas był niepoczytalny

Nowy zwiastun Star Wars 7, bla bla bla, no niezły, bla bla bla. Do rzeczy.

Już kiedyś narzekałem na prequele Star Wars - a konkretniej na to, że ich smród osiada na pierwszych trzech filmach i sprawia, że trudno mi na nie patrzeć. Ale, ale - pomyślałem. Widziałem Nową Trylogię dość dawno.

I co z tego? A to, że w ostatnich latach wyszło tyle złych filmów, że te, które dawniej wydawały mi się gniotami, nagle zaczęły przy nich wyglądać całkiem nieźle. Na przykład Szklana pułapka 4 to przy piątce wręcz arcydzieło, a każdy kolejny Krzyk sprawia, że ten poprzedni staje się lepszy. To samo tyczy się seriali Marvela. Pomyślałem sobie, że może i prequele nie są aż tak złe, jak je zapamiętałem, i po takim Prometeuszu czy kolejnych Transformerach wypadną całkiem przyzwoicie.

Nie wypadły.

Jedna z przyczyn

Jedna z przyczyn

Zacząłem (i skończyłem) powtórkę prequeli od Ataku klonów, bo Mrocznego widma po prostu się bałem. No i niestety - to jest nieoglądalne. Głupie, paskudnie brzydkie, niesamowicie źle zagrane i z dialogami, przy których te ze Zdarzenia nagle wydają się całkiem spoko.

Prequele są tak złe, że zacząłem podejrzewać, że Lucas był niepoczytalny podczas ich tworzenia. Niepoczytalność oznacza, że ktoś nie jest w stanie rozpoznać, czy postępuje dobrze, czy źle, albo nie potrafi sobą kierować ze względu na jakieś zaburzenia umysłowe. I na to właśnie wskazuje scenariusz Ataku klonów. Lucas wpisał w swoją historyjkę tyle sprzeczności i zwykłych głupot, że nie sądzę, żeby wiedział, co czyni. No bo patrzcie:

1. Moc nagle jest bytem, a Yoda idiotą

Zawsze wydawało mi się, że Moc w Star Warsach jest po prostu... mocą. Wyjątkowym zestawem umiejętności wynikających z siły woli, samoświadomości, uduchowienia itp. Moc spaja wszechświat i przenika wszystko - znaczy się jest magią świata, jego nieopisaną i niematerialną esencją. Albo nawet jakimś pierwiastkiem trudnym do odnalezienie i okiełznania - midichlorianem czy innym badziewiem, mniejsza z tym; w każdym razie na pewno nie chodziło o to, że Moc jest żywą, myślącą istotą. A w prequelach jest.

Yoda w Nowej Trylogii stał się postacią całkowicie zbędną, niewnoszącą niczego istotnego do fabuły. Facecik snuje się po wielkich korytarzach i pierniczy jakieś komunały typu "źle się dzieje, panie, oj, źle się dzieje" albo "ostrożny bądź, młody padawanie, bo ostrożność to jest sprawa ważna". Ani razu nie pada z ust Yody nic konkretnego, za to kurdupel bardzo często przypomina, jak ciężko mu się myśli, bo "ciemna strona Mocy zaciemnia wszystko".

Ale chwila, co? Jak? Jak to: ciemna strona zaciemnia? Sama? To ona jest nagle jakimś złowrogim bytem, który celowo działa na szkodę bohaterów? Byłem święcie przekonany, że ciemna strona mocy to po prostu chęć czynienia zła za jej pomocą. Moc istnieje i tyle - to od ludzi zależy, jak ją wykorzystają. Przecież ona spajała wszechświat, nie kształtowała go ani nie walczyła o panowanie nad nim! W rękach żywych istot była narzędziem.

Rozluźnij

Rozluźnić się musisz. Każdemu mężczyźnie się zdarza

Jasne, tak rozumianą Moc można by wykorzystać do zaciemniania umysłów przeciwników - ale w tym celu należałoby chyba znaleźć się dość blisko nich. Jeśli Yoda to właśnie miał na myśli - że ktoś tam miesza mu w głowie - to mógł chyba wydedukować, że ten ktoś znajduje się w najbliższym otoczeniu. Mamy więc dwa wyjścia: albo Moc nagle stała się czymś innym, niż w Oryginalnej Trylogii, albo Yoda stał się idiotą niepotrafiącym dodać dwa do dwóch.

Stawiam na jedno i drugie.

2. Cel Jedi jest bez sensu, ale oni tego nie widzą

Co to właściwie znaczy, że Anakin ma "przywrócić równowagę Mocy"? Do tego dążą Jedi, tego z nadzieją wyczekują. Na czym polega równowaga? Nie wiadomo. Ale wiemy, że jest dobra Moc i zła Moc, i obie te Moce ze sobą walczą. Czy ich równowaga oznacza równie wiele złej Mocy, co dobrej?

Jeśli tak - Jedi są głupi, bo oczekują pogorszenia sytuacji. Teraz oni są w przewadze i mają tylko jednego przeciwnika. Równowaga jest zaburzona na korzyść dobra. Jej przywrócenie oznacza wieczną wojnę.

Dzięki Anakinowi zła Moc odrabia straty, więc w pewnym sensie facet przywraca równowagę. O to niby chodziło? Nie sądzę. Chyba nie, choć kto tam wie Lucasa...

3. Lucas nie wie, kiedy Vader staje się Vaderem

W Ataku klonów Anakin nagle przypomina sobie o zostawionej w niewoli matce i dociera do niej na chwilę przed śmiercią z rąk ludzi pustyni. Anakin wkurza się i korzystając ze swoich umiejętności wyrzyna cała wiochę - także kobiety i dzieci.

I już. Przechodzi na ciemną stronę Mocy. Koniec prequeli. Wiemy, jak stał się Vaderem; reszta to zbędne szczegóły.

Tyle że Lucas tego nie zauważył. Nikt specjalnie nie przejmuje się tym drobnym wyskokiem; Amidala nawet nie unosi brwi ze zdziwienia. Żaden Jedi nie wyczuwa zmiany w Anakinie. Nikt nie orientuje się, że kolesiem zawładnęła ciemna strona. Sprawy nie było.

Amidala

Wyluzuj, to tylko brudasy w szmatach

Zdaniem Lucasa Anakin zmienia się w Vadera w chwili złożenia przysięgi i podpisania w trzech miejscach zaświadczenia, że teraz nazywa się Darth Vader i niniejszym staje się licencjonowanym użytkownikiem Ciemnej Strony Mocy (tm).

4. Najważniejsza rola w sadze przypada... Jar Jarowi

Mógłbym jeszcze długo marudzić o różnych bzdurach z tych filmów, ale zakończę na głupocie, która najbardziej mnie wkurzyła. Otóż: bez Jar Jara nie byłoby Imperium. Koleś jest dosłownie jedyną postacią w całym uniwersum, która mogła wykonać plan Palpatine'a.

Przypominam, że w arcyciekawej fabule prequeli chodziło z grubsza o to, że:

1. Palpatine namawia kupiecką federację do opodatkowania jakiejś tam planety, co ma wywołać bunt tej planety i wojnę z galaktycznymi kupcami; słowem: kryzys militarny.

2. Kryzys się nakręca i jego skutkiem jest oderwanie się od Republiki ruchu separatystycznego. To trochę jak rebelianci w stosunku do Imperium, ale tutaj z jakiegoś powodu garstka ludzi chcących wyzwolić się spod jarzma systemu to ci źli.

Atak klonów - zdjęcie z planu

Atak klonów - zdjęcie z planu

3. Palpatine kombinuje, że wyprosi od senatu więcej władzy w celu walki z separatystami, a kiedy już władzę zdobędzie, nigdy jej nie odda.

4. Palpatine nie chce sam zgłosić swojej kandydatury na imperatora, bo wypadłoby to deczko podejrzanie. Potrzebuje kogoś wiarygodnego, kto złoży wniosek.

5. Tym kimś jest Amidala. Ale że dziewucha nie jest kompletną kretynką, trzeba się jej pozbyć i znaleźć odpowiednio głupiego zastępcę. Jar Jara. Kij z tym, że gość jest nadwornym pucybutem innej rasy i z innego kraju i nie ma nic wspólnego z polityką. Jar Jar zostaje zastępcą Amidali, mówiącym w jej imieniu bez kontaktowania się z nią. Najwyraźniej tak można.

7. Jar Jar daje się podpuścić i zgłasza kandydaturę Palpatine'a na imperatora. Wniosek przechodzi. Powstaje Imperium.

Rozumicie, ludzie? Nie bez przyczyny Palpuś kusił Jar Jara, a nie np. senatora ET.

Star Warsy obrzydziły mi też ET. Super prequele dziwko!

Star Warsy obrzydziły mi też ET. Super prequele dziwko!

Tylko Jar Jar był na tyle głupi, żeby pomóc Palpatine'owi. Cały plan stworzenia Imperium nie powiódłby się bez niego.

Czy Lucas mógł być w pełni władz umysłowych, kiedy to wymyślał? Przepraszam, ale nie sądzę.

Los galaktyki przesądził się w chwili, kiedy Liam Neeson wpadł na gadającą żabę pośrodku bagien na zadupiu mikrej, nudnej planety.

To jest tak głupie, że odbiera władzę w palcach. OIanasf= aef0* adacphlghj;'

Lepiej skończę.

Tym bardziej, że to już 7 tys. znaków o Star Wars. SIEDEM TYSIĘCY. Niektórzy to mają narąbane pod kopułą. Ciekawe, kto bardziej: ci, co takie rzeczy piszą, czy ci, co czytają do końca...