sobota, 31 stycznia 2009
Amerykańskie reklamy z epoki 80's
Jeden rzut oka wystarczy, by stwierdzić, co zmieniło się w sztuce reklamy przez ostatnie dwadzieścia parę lat. Niemal wszystko. Od technik filmowania, przez sposoby zachwalania produktu, aż po sam nastrój kreowany przez klip. Oto kilka ciekawych reklam z epoki eighties. Wideo w rozwinięciu.


piątek, 30 stycznia 2009
Przyszłość według lat 80.
Lata pięćdziesiąte były równie piękne, co osiemdziesiąte, lecz jeszcze bardziej naiwne. Stany Zjednoczone, rozpędzone kopniakiem zwanym wojną, uwierzyły w siebie tak bardzo, że Amerykanie zaczęli przewidywać, iż przed końcem stulecia samochodom wyrosną skrzydła. W epoce eighties ludzie byli już świadomi, że z lataniem nie będzie tak łatwo, i skrajnie optymistyczne wizje zamienili na to:


Ale nie generalizujmy. Obawiano się sowieckiego ataku, lecz istniały też bardziej optymistyczne prognozy, np. ta z drugiej części "Powrotu do przyszłości" - choć i tam kolorowe miasto zostaje ukazane w innej, mrocznej wersji. Można zatem powiedzieć, że lata 80. były zdominowane przez czarnowidzów. Oto przewodnik po ówczesnych wyobrażeniach tego, jak miał wyglądać czas, będący dla nas współczesnością.

czwartek, 29 stycznia 2009
Najdziwniejszy klip najdziwniejszej kapeli
Pięciu panów (w tym jeden klon Cejrowskiego) w obcisłych kostiumach i z doniczkami na głowie, gdzieś na Dzikim Zachodzie, uczestniczących w zabawie biczami, wspólnie z kobietą-manekinem i zezowatą Azjatką? To może być tylko "Whip it", teledysk grupy Devo z 1980 r.



Nazwa "Devo" to skrót od "deewolucji", czyli procesu, któremu podlega grubo ponad połowa internautów. To, że ludzkość cofa się w rozwoju, zauważyli w 1974 r. Gerard Casale i Mark Mothersbaugh, którzy aby uwidocznić problem, zaczęli tworzyć "obsesyjnie elektroniczną" muzykę i kręcić adekwatne do niej, dziwaczne teledyski.

Yoram Globus
"Delta Force" z Chuckiem Norrisem. Trzy części "Życzenia śmierci" z Charlesem Bronsonem. "Cobra" z Sylvestrem Stallone. "Kopalnie króla Salmona", a także masa filmów ze słowem "ninja" w tytule - te wszystkie pozycje nie wzbogaciłyby barwnej kultury kiczu, gdyby nie Yoram Globus, pochodzący z Izraela producent, będący w latach 80. właścicielem wytwórni Cannon Films.


Globus urodził się w 1941 r. Wraz z kuzynem Menahemem Golanem prowadził wytwórnię filmową w swojej ojczyźnie; dopiero w 1979 przenieśli się do Los Angeles, gdzie weszli w posiadanie studia Cannon Films. Mieli prostą receptę na sukces: szybko kręcić wiele względnie tanich filmów. Zwłaszcza filmów akcji. Budżet ich produkcji wynosił średnio pięć milionów dolarów, co w latach osiemdziesiątych nie imponowało, ale i nie było małymi pieniędzmi.

środa, 28 stycznia 2009
Najgorsza gra epoki 80's
Ratowanie księżniczki z łap Koopy w "Super Mario Bros." to symbol gamingu lat 80. W produkcji o przygodach hydraulika przyjemność płynęła z zarówno z pokonywania poziomów, jak i z osiągania postępów w dążeniu do konkretnego celu. W 1982 r. powstała jednak gra, która irytowała, nie dając niczego w zamian. Było to zaprzeczenie samego pojęcia elektronicznej rozrywki.


Mowa o "E.T.", adaptacji filmu pod tym samym tytułem, wydanej na konsolę Atari 2600. Za produkcję odpowiadał jeden człowiek - Howard Scott Warshaw, twórca dwóch najbardziej niezrozumiałych "antygier" tej platformy, czyli rzeczonego "E.T." i "Raiders of the Lost Ark". Warshawa najlepiej podsumowują słowa "chciał, ale nie potrafił". Jego dzieła miały być czymś więcej niż prostymi zręcznościówkami. Dziś powiedzielibyśmy, że należały do gatunku "przygodówek". Ambicje Warshawa wyprzedzały zatem własną epokę, lecz konstruując zawiłe rozwiązania stawianych przed graczem problemów, programista zapomniał o istotnym elemencie: wskazówkach.

...a najlepsi policjanci pochodzili z Miami
"Policjanci z Miami" to fenomen. Jeden z najdroższych seriali swojej epoki (według IMDB.com pojedynczy odcinek kosztował półtora miliona dolarów), uwielbiany zarówno przez widzów, jak i krytyków, oraz posiadający soundtrack, który jako jedyny w historii przez dwanaście tygodni utrzymywał się na pierwszym miejscu listy przebojów. Na czym polega zjawiskowość jednego z niezliczonych "policyjnych tasiemców"?


Legenda głosi, że pomysł serialu zrodził się w głowie producenta sieci NBC Brandona Tarkoffa, który będąc pod wrażeniem sukcesu MTV, postanowił przeszczepić widowiskowość muzycznych klipów na grunt produkcji telewizyjnych. Według innego mitu, twórca "Miami Vice" Michael Mann ("Gorączka", "Zakładnik") doznał olśnienia w sklepie z farbami, gdzie zdecydował, że jego dzieło będzie skąpane w charakterystycznych, pastelowych barwach. Niezależnie od prawdziwości tych informacji, produkcję serialu rozpoczęto w 1984 r. Miała ona potrwać przez pięć kolejnych lat.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6