Blog > Komentarze do wpisu
Nie chciałbym się znaleźć w krainie teletubisiów

Teletubisie to ten program dla dzieci, w którym fantazyjny krajobraz kontrastuje z gównianą brytyjską pogodą.

Tubisiowa pogoda

Jakimś cudem Teletubisie uspokajają małe dzieci. To działa i już. Nie wydaje mi się jednak, żeby jakikolwiek dorosły obejrzał choć jeden odcinek - bo w mediach byłoby głośno, jak chory i zboczony jest to program. Kij z czerwoną lakierowaną torebką Tinky Winkiego - to jeden z normalniejszych motywów w tubisiach. Jakie są nienormalne?

Samotność

Teletubisie są niemowlakami - ledwie mówią, zachowują się jak małe dzieci, broją i potrzebują opieki. Sądząc po otaczającej je technologii, żyją w przyszłości. O porządek w futurystycznym bunkrze dba inteligentny odkurzacz. Poza nim nie ma tu nikogo; żadnego rodzica, starszego brata, opiekuna. Nikogo innego z ich dziwnej rasy.

Jest tam kto?Pusto wszędzie...

Dzieci bez przerwy widzą nowe twarze, poznają mnóstwo ludzi. Tubisie, które mają pokazywać świat oczami niemowlaka, są samotne w sposób, którego nawet nie potrafimy pojąć. Bo z perspektywy malucha co to za świat bez matki i ojca, bez obserwowania ruchliwej ulicy czy przyglądania się pani za ladą w sklepie? To zboczone, dziwne i chore. I na dodatek zboczone. 

Biomechanoidy

Mają anteny na głowach. Mają telewizory w brzuchach. A jednak są miękkimi, puchatymi, żywymi istotami. Żyją na Ziemi - po ich trawniku biegają króliki, w tle widać znajome drzewa i gównianą brytyjską pogodę. Czym zatem są teletubisie? Czy to mutanty? Czy są wynikiem jakiegoś eksperymentu?

Do tego jeszcze wrócimy; na razie poprzestańmy na tym, że są połączeniem żywej istoty z maszyną - i jakby to nie było wystarczająco dziwaczne, nie są zadowolone z takiego stanu rzeczy. Bo przecież uruchamianie zaszytej w ciele technologii bardzo im się nie podoba.

Stałym elementem programu są segmenty z udziałem przedszkolaków wyświetlane na brzuchu jednego z tubisiów. Z jakiegoś powodu najczęściej trafia na Lalę i Po - czyli dziewczynki; chłopcy są wybierani rzadziej.

Nadchodzącą transmisję zapowiada wiatrak. Kiedy zaczyna się kręcić, tubisie reagują w zaskakujący sposób.

Boją się.

"Oooo-ooo" - mówią z przejęciem i rozbiegają się na wszystkie strony, szukając miejsca do ukrycia. To jest "oooo-ooo" dziecka słyszącego kroki pana dozorcy, który znów chce bawić się w to, o czym nikomu nie wolno powiedzieć.

ooo ooo

Śmiech cichnie. Radość gaśnie. Oooo-ooo...

W następnym ujęciu widzimy tubisie grzecznie ustawione w rządku i wyczekujące, na kogo padnie tym razem (zwykle na dziewczynki). Ze "zwycięstwa" najbardziej cieszy się nie sam wytypowany, ale cała reszta - tak jakby pozostałe tubisie czuły ulgę, że tym razem im się upiekło.

Tinky i jego los
Tinky Winky pokornie akceptuje swój los

Dodajcie dwa do dwóch.

A wiecie, co jest najbardziej przerażające? Że niezależnie od sytuacji, tubisie nie mogą przestać się uśmiechać.

Uśmiech
Niewolnictwo

W Teletubisiach narracja prowadzona jest w nietypowy sposób: narrator mówi w czasie przeszłym o tym, co tubisie zrobiły, ale stworki wykonują te czynności dopiero po tym, jak o nich usłyszą. Tak, one słyszą narratora i reagują na jego głos - czasem się cieszą, czasem dziwią, ale zawsze, po prostu zawsze posłusznie wykonują polecenia.

Zdarzają się fragmenty, w których tubiś najwyraźniej nie chce słuchać narratora - opuszcza ramiona i ciężko wzdycha, ale i tak robi to, co mu kazano. To wskazuje, że tubisie wiedzą, że coś im grozi w razie nieposłuszeństwa. Musiały już to przeżyć.

Krótko mówiąc: teletubisie są w niewoli.

Kim jest właściciel wszechmocnego głosu? Mam swoje podejrzenia.

Włoży mazidło do koszykaWłoży mazidło do koszyka

Technologiczne piekło

Tubisie żyją w nowoczesnym bunkrze porośniętym z zewnątrz trawą. Technologia, która ich otacza, jest dziwna. Przerażająca.

Inteligentny odkurzacz z pustymi oczami. Śniadanie przygotowywane przez automat. Do wyboru: twarde jak skała naleśniki albo mięsna breja przypominająca parówkową masę.

Teletubisiowy krem
Narratora słyszymy dzięki głośnikom, które mogą wyrosnąć dosłownie wszędzie i z których dobiega dźwięk rodem z piekieł.

Usłyszycie go w 3:50.

Całe to technologiczne piekło potwierdza moją tezę, że tubisie to klony hodowane przez sztuczną inteligencję wiele wieków po katastrofie nuklearnej, kiedy ziemska flora i fauna zdążyły się zregenerować. To pozostałości ludzkiej rasy, które mają zapoczątkować jej odrodzenie. Coś jednak poszło nie tak i zamiast dzieci powstały biomechaniczne mutanty.

Podsumowując: Teletubisie to dziwne gówno. Mam po nich koszmary.

Nie wiem, jakie chore myśli chodzą po głowie małym dzieciom, ale ja pewno nie chciałbym znaleźć się w tubisiowej krainie.

Bonusowo: Dipsy

Na koniec parę słów o Dipsym, czyli ciemnoskórym tubisiu w zielonym ubranku. Postać ta dowodzi, że scenarzyści kiepsko maskują swój rasizm.

Dipsy jest Murzynem - i fajnie. Dzieciaki zobaczą, że ktoś może mieć inny kolor skóry. Ale Dipsy jest stereotypowym Murzynem.

Zacznijmy od tego, że Dipsy najczęściej nie zgadza się z grupą i generalnie jest jej czarną owcą. Ale to nic. Tubisie tańczą nieporadnie jak niemowlaki - tylko jeden rusza się jak raper.

Kentaczdys

Kentaczdys

No i kto ma dłuuuugą, prostą, sterczącą... antenę?

No i komu trafia się kapelusz stereotypowego czarnego alfonsa?

Pimpsy
Przypadek? Nie sądzę. Ale co ja tam wiem. Pewnie dziecko odbiera to wszystko zupełnie inaczej.

Weselej

Weselej. Zdrowiej. Normalniej.

wtorek, 30 grudnia 2014, eszuran

Polecane wpisy

Komentarze
2014/12/31 10:26:15
Czyżbyś autorze dorobił się dziecka :) Z Teletubisiów na szczęście się wyrasta, ale Monster High czeka za rogiem...
-
2014/12/31 11:55:09
Dorobiłem, prawie że okrągły rok temu.:)
-
2017/02/25 18:28:54
Poza tym męczą żywe króliki. Nie wolno ich męczyć, a oni to robią. Jest im tutaj niewygodnie.
-
2017/02/25 18:44:10
Ten wpis to taka creepypasta. Aż miałem ciarki.