Blog > Komentarze do wpisu
Zabójstwo Stephena Kinga przez niekompetentnego Pawła Korombela

Szok. Niedowierzanie. Trauma. Przeczytałem niedawno "Langoliery" Stephena Kinga, czyli pierwszą powieść ze zbioru "Czwarta po północy". Ta niezła w sumie opowiastka została bestalsko zarżnięta najgorszym tłumaczeniem, z jakim kiedykolwiek miałem do czynienia.

Zacznijmy od samego tytułu "Czwarta po północy". Już on jest przetłumaczony błędnie. Oryginał zwie się "Four past midnight", czyli dosłownie "Cztery po północy" - znaczy się cztery MINUTY po północy, a nie czwarta GODZINA po północy. Do ciężkiej cholery, toż same oryginalne OKŁADKI tej książki wyraźnie podkreślają fakt, że chodzi o minuty.

Czwarta po północy

Jak beznadziejnym trzeba być tłumaczem, żeby zawalić przekład tak prostego tytułu? Przecież Korombel zmienia jednocześnie jego znaczenie - wiecie, północ to godzina duchów, mamy do czynienia z czterema horrorami, te sprawy. No cóż, na pewno nie wróży to dobrze samym opowieściom...

Książkę, niestety, zwróciłem już do biblioteki, więc nie mogę przytaczać cytatów, ale postaram się jak najwierniej przybliżyć wam problemy tłumaczenia Korombela. Po pierwsze - gość nie posiada choćby szczątkowego "wyczucia języka". Płynny styl Stephena Kinga u niego zmienia się w toporne klecenie zdań, a całość przypomina wypracowanie pisane przez gimnazjalistę. Mały problem? Wręcz przeciwnie - King jest gawędziarzem, a czytanie jego powieści w tak fatalnym przekładzie przypomina próbę wysłuchania dowcipu opowiadanego przez Adama Michnika.

Koronnym przykładem braku językowego wyczucia są kwestie jednego z głównych bohaterów - pochodzącego z Brytanii Nicka. W wersji polskiej mówi on niczym Michał Wołodyjowski, czyli sypie "waszmościami" i podobnymi anachronizmami. Dlaczego? Ano dlatego, że to Brytol, a King w oryginale oddał specyfikę ichniego języka, czyli zamiłowanie do zwrotów w rodzaju "mate" czy "bloody hell". Dla obywatela USA są one obce, ale - Korombel niech mi wierzy - Angole w uszach Amerykanów NIE brzmią jak średniowieczny plebs wessany przez wehikuł czasu! Rozumiem chęć oddania językowych różnic, ale niestety - tłumacz jest za cienki w nosie żeby podołać temu zadaniu. A mówiąc dosadniej: facet nie ma (a przynajmniej w trakcie tłumaczenia nie miał) kwalifikacji potrzebnych do przekładania anglojęzycznych powieści!

Nie będę gołosłowny, podam najbardziej wyrazisty przykład. Wiecie, co oznacza wyrażenie "to let sb go" w kontekście zatrudnienia? "Zwolnić kogoś". Proste, nie? A jak przetłumaczył to Paweł Korombel? Otóż w jego powieści (bo na pewno nie była to już książka, którą napisał King) niejaki Craig przewiduje, że w wyniku swoich zaniedbań zostanie przez swoich pracodawców PUSZCZONY. Gdzie puszczony? Na wolność? Na żywioł? W przepaść? Toż to zdanie nie ma żadnego sensu! W trakcie czytania przez chwilę zastanawiałem się, o co gościowi chodzi, po czym dotarło do mnie, że to DOSŁOWNE tłumaczenie. Wówczas zdałem sobie sprawę, że Korombel najwyraźniej NIE ZNA JĘZYKA ANGIELSKIEGO. A przynajmniej nie lepiej niż ja - osoba, która uczyła się go łącznie przez całe cztery lata.

Przykłady absolutnej niekompetencji Pawła Korombela można mnożyć, a nieudolność przekładu sprawia, że powieści nie da się czytać. W takiej formie trudno brać ją serio, nie może też być mowy o płynnym czytaniu, kiedy co chwila mamy do czynienia z takimi zgrzytami. Po przebrnięciu (z trudem) przez "Langoliery" zabrałem się za kolejną część zbioru - "Tajemnicze okno, tajemniczy ogród". Po dotarciu do fragmentu, w którym bohater - pisarz - zapomina "uratować dokument" na komputerze (czyli "forgets to save a file"), odłożyłem książkę i już nigdy do niej nie wróciłem. Paweł Korombel zamordował ją swoją porażającą niekompetencją. Czytałem pierwsze wydanie i nie wiem, czy w kolejnych przekład uległ poprawie, ale jeśli nie - brawo, człowieku, jesteś odpowiedzialny za obrzydzenie Polakom (z czego wielu z nich pewnie nie zdaje sobie sprawy) jednej z ciekawszych pozycji w przepełnionym tandetą gatunku, jakim jest horror. Mam nadzieję, że za tak wykonaną robotę twoi pracodawcy natychmiast cię "puścili".

Michał Puczyński

wtorek, 18 stycznia 2011, eszuran

Polecane wpisy

Komentarze
2011/01/18 22:16:52
Eee tam. Każdy kiedyś zaczynał. Mała anegdotka. Dawno temu w moje ręce dostała się książka Star wars - nowa nadzieja będąca adaptacją filmu. Mniejsza o treść ale tłumacz cały czas uparcie nazywał roboty "cetrzypo" i "erdwadedwa". Szlag mnie trafiał co trzecie zdanie.
Ale jest i puenta. Sprawdziłem nazwisko tłumacza. Był nim niejaki Piotr Cholewa. To było dawno temu. Podciągnął się od tego czasu ;)
-
2011/01/18 22:19:30
Każdy zaczynał, ale nie od gigantycznej książki (spokojnie można nią zabić:) ) autorstwa jednego z najbardziej poczytnych autorów w historii. Dziwię się tłumaczowi - także dlatego, że po prostu nie zrezygnował z zadania, kiedy go ewidentnie przerosło - ale przede wszystkim wydawcom, że puścili takiego knota.
-
2011/01/18 22:20:41
A poza tym to nie są błędy typu erdwadedwa - w tamtym czasie można było takowe popełniać, bo Polska z s-f miała niewiele wspólnego. To są błędy na poziomie dzisiejszego gimnazjalisty. No bo daj spokój - PUŚCIĆ pracownika?:)
-
2011/01/19 08:21:39
Szybki gugiel wskazał ze pan tłumacz w dalszym cyklu kariery trafił m. in. na jakieś książki o wampirach. Dobrze im tak ;)
-
2011/01/19 10:34:47
Coś mnie tchnęło, żeby przejrzeć domową biblioteczkę. Znalazłem "Wielki marsz" Kinga - w tłumaczeniu, oczywiście, Pawła Korombela. Już na DRUGIEJ STRONIE jest OGROMNY, niedopuszczalny, zwyczajnie GŁUPI błąd, który mógł popełnić tylko baaardzo leniwy i baaardzo zły tłumacz. A im dalej, tym ciekawiej. Więcej wieczorem, w kolejnym wpisie.
-
Gość: Cass, *.dynamic.chello.pl
2011/01/20 12:10:44
Niech zgadnę, chodzi o coś związanego z komputerami? :) Czwarty wers od dołu, jeśli to wyd. Prószyńskiego, 1999.
-
2011/01/20 18:39:06
Igzaktli. "Komputerowe końcówki" to korombelowe tłumaczenie... "computer terminals". No przecież to oczywiste.:) Jakieś dwie strony dalej kolejny kwiatek - zdanie może i dość podobne do oryginalnego, ale bezsensowne w języku polskim.
-
Gość: slepy, *.15-1.cable.virginmedia.com
2011/01/26 18:34:52
witam!

a ja poprostu stwierdze - w naszej kochanej polsce tak niestety sie dzieje [BYLEJAK i NA ODP.....L] w kazdej dziedzinie zycia, bo czyz nie mamy BYLEJAKICH drog, bylejakich politykow, bylejakich filmow i seriali, niechlujnych budowlancow, leniwych rolnikow, nieuczciwych sprzedawcow, spoznionych pociagow itp itd, to coz takiego dziwnego ze tlumacz zyjacy w takim, obojetnym na wszystko, spoleczenstwie olewa swoja prace za ktora pewnikiem dostaje marne pieniadze, ktore to strasznie mocno maja go zmotywowac do PORZADNEJ pracy ...
-
Gość: gigacz, *.adsl.inetia.pl
2011/04/15 23:19:18
Można liczyć że pojawi się wkrótce jakiś nowy wpis? xD Nawet tyci, najmnieszy :)
-
2011/04/16 16:58:53
Czekam na dostawę wszystkich części Crittersów na dvd - jak je sobie przypomnę, będzie trochę materiału do opisania. :)
-
Gość: M, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/07/04 16:10:42
HA! Tak mi się właśnie cały czas wydawało, że coś nie gra z tym tytułem. Myślałam, że może w oryginale brzmi on jednak "4 AFTER midnight", wtedy to miałoby sens, ale sprawdzam - PAST midnight. No i krok po kroku trafiłam tutaj. Powiem szczerze, że niezłe jaja, a przy "uratowaniu dokumentu" wyłam ze śmiechu :D Zabawne, jakoś nigdy chyba nie trafiłam na przekład tego gościa, bo napewno bym coś takiego zauważyła, a Kingów mam na półce - niech policzę - dwudziestu :D
Świetna recenzja w każdym razie, chociaż zjawisko wysoce niepokojące.
Cheers, mate! :D

("Na zdrowie, waszmoście" xD muahaha, nie mogę xD)