Blog > Komentarze do wpisu
Złota rybka się przejadła...
Teraz życzenia spełniają Smocze Kule

Dawno, dawno temu, w kraju, gdzie wiśnia zakwita pięknymi, różowymi kwiatami, pewien człowiek usiadł przy biurku i na czystej kartce papieru narysował szkic do swojego nowego komiksu. Artysta nazywał się Akira Toriyama, a utwór zatytułował "Dragon Ball".



Dragon Ball opowiada historię małego chłopca SonGoku, który po śmierci opiekuna rusza w świat w poszukiwaniu legendarnych, spełniających życzenia Smoczych Kul. Po drodze natrafia na szereg niebezpieczeństw, ale bez większych problemów wychodzi z nich cało - gdyż mimo młodego wieku i nikczemnego wzrostu, jest niesamowicie silnym i wytrenowanym w sztukach walki wojownikiem.

Pierwszy tom komiksu Dragon Ball trafił do sklepów w 1984 roku, z miejsca stając się hitem. Cała Japonia zaczytywała się w przygodach Son Goku, Bulmy i Mistrza Roshi. Historia na kartach komiksu rozwijała się aż do roku 1995 i zamknęła się w czterdziestu dwóch tomach.

Już w początkach istnienia sagi rosnąca liczba fanów i ponawiające się pytania o film animowany zmusiły Toriyamę do przeniesienia bohaterów komiksu na taśmę filmową. Premierowy odcinek anime wyemitowała stacja Fuji TV 26 lutego 1986 roku. Seria liczyła 153 epizody, lecz ostatni z nich nie zakończył przygód Son Goku.

W 1989 roku, bezpośrednio po zakończeniu emisji Dragon Ball, rozpoczęto wyświetlanie kontynuacji pod tytułem Dragon Ball Z, liczącej 291 odcinków. Już jako dorosły mężczyzna, SonGoku musiał zmierzyć się z zagrożeniem płynącym z najciemniejszych zakamarków kosmosu, poznać swoje korzenie... oraz wychować syna. Oznaczało to więcej walk z silniejszymi przeciwnikami, więcej wybuchów, niszczenia planet i prężenia muskułów. Ostatni odcinek serii Z japońska telewizja wyemitowała 31 stycznia 1996 roku.

a

Patrząc na linię fabularną Dragon Ball odnaleźć możemy w niej pewną schematyczność. Każda seria podzielona jest na "podserie" podczas których Son Goku i przyjaciele muszą się zmierzyć z kolejnymi, coraz silniejszymi przeciwnikami. Kluczem do ich pokonania jest w większości przypadków nowa, zabójczo skuteczna technika walki, wyuczona po wielogodzinnych, morderczych treningach. Mimo tego uproszczenia, uniwersum Smoczych Kul oferuje spory zestaw nietuzinkowych postaci, charakterystyczny japoński humor i to, co tygrysy (i niektóre tygrysice) lubią najbardziej: nieograniczoną prawami fizyki nawalankę przy użyciu pięści, kopniaków i ataków energetycznych.

W Polsce obie serie Dragon Ball mogliśmy zobaczyć dzięki stacji RTL7 (obecnie TVN Siedem) w wersji z francuskim dubbingiem i polskim lektorem. Nie była to emisja szczytowej jakości, aczkolwiek dało się to oglądać. Czasem śmieszyły tylkodziwnie poprzekręcane imiona bohaterów (np.: Son Goku został przechrzczony na Songo, a jeden z jego przeciwników - Piccolo - stał się Szatanem Serduszko).

Historia Son Goku nie kończy się wraz z ostatnim odcinkiem Dragon Ball Z. Trzecia seria, z oznaczeniemGT, pojawiła się na ekranach telewizorów zaraz po zakończeniu poprzedniej - w lutym 1996 roku. Wspominam o tym jednak jedynie z kronikarskiego obowiązku, ponieważ w tym czasie kreskówka znacznie obniżyła swój poziom.

Jeśli postanowicie przyjrzeć się bliżej historii Smoczych Kul, bądź zapragniecie odświeżyć wspomnienia, polecam zapoznanie się z projektem Dragon Ball Kai. Jest to transmitowana obecnie na kanale Fuji TV seria Dragon Ball Z z poprawioną grafiką i strawniejsza dla przeciętnego widza - bo przycięta do stu epizodów (przypominam: w oryginale było ich 291).

autor: Radek Kowalik

piątek, 19 czerwca 2009, eszuran

Komentarze
Gość: Phil, acfo160.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/06/20 18:38:00
Son [spacja] Goku. Son to nazwisko, Goku imię, więc pisownia łączna jest zwyczajnie błędna ;). DB lubię, nawet bardzo. Wiadomo zaczęło się od RTL7, ale obecnie jest fanem mangi, posiadam wszystkie tomy ;). Mógłbyś wspomnieć o DB:E ; )).
-
Gość: Radek Kowalik, chello089079022207.chello.pl
2009/06/21 11:48:28
Hmm... spotkałem się z tak wieloma odmianami "SonGoku", że wybrałem tę, która powtarzała się najczęściej. Sprawdziłem jednak jeszcze raz po Twoim komentarzu, faktycznie Son Goku powinno się pisać osobno. Sorry :)

Jeśli chodzi o DB:E to wolę jednak sprawę przemilczeć (z oczywistego dla większości fanów DB powodu ;) ). Wolałem raczej skupić się na serialu produkowanym właśnie w 80-90.
-
2009/06/21 21:58:19
No przyznam szczerze, że początek DB nawet-nawet mi się podobał, biorąc pod uwagę ilość przelatującej na ekranie damskiej bielizny (nie wspominając już o damskich wdziękach) i żarty w stylu "Goku pokazuje swoje 'kule' ", a to wszystko w "kreskówce dla dzieci" ;-) Ale później łubu-dubu w Zetce to było już coś na miarę brazylijskiej telenoweli (dostanie mi się zaraz od fanów) :-P
Pamiętacie "Uwagę", w której DB było "pornokomiksem dla dzieci"? Żeby to udowodnić, dano grupie kilkulatków mangę do wertowania i użytko jako typowej wstawki :-D
DB:E to dla mnie kompletny fenomen: nie zdziwię się, gdyby to była finansowa klapa roku, nawet w USA. W końcu nadanie bohaterom imion z DB i zatytułowanie tak fillmu (jedyne podobieństwo z tego, co kojarzę), ma chyba być jakimś wabikiem na fanów (bo po co inaczej kupować prawa autorskie?), ale pytam się tychże fanów: poszedłby ktoś na to do kina?
-
Gość: Radek Kowalik, chello089079022207.chello.pl
2009/06/21 22:52:31
bizarre_films: osobiście wolałem spojrzeć na to "dzieło" najpierw dzięki uprzejmości torrentów. Uchroniło mnie to przed wywaleniem 17 zł w błoto.
-
2009/06/22 06:11:04
Stanę w obronie DBE. Mnie się film nawet podobał, tzn. miło przy nim spędziłem czas, ale niczym się nie zachwycałem. Z serią niewiele miałem do czynienia, więc nie przeszkadzały mi odstępstwa od fabuły. W DBE fajny był fakt, że to film fantastyczny, w którym bohaterowie wykonują fantastyczne akrobacje itp. - a nie film silący sie na realizm, ale z nierealistycznymi wyczynami bohaterów (jak Die Hard 4.0, Wanted i tym podobnie śmieci).
-
Gość: Radek Kowalik, host51.opgk.krakow.pl
2009/06/22 09:53:28
Mogę się z Tobą zgodzić. Jeśli ktoś nie miał styczności Dragon Ball, DBE powinno być dla niego ciekawym filmem fantastycznym z dobrymi efektami specjalnymi i niewymagającą fabułą. Ot, rozrywkowe kino w sam raz po całym dniu pracy.

My jednak, niestety, jesteśmy fanami oryginału :)
-
2009/06/25 17:00:11
Radku - Takiej odpowiedzi można się było spodziewać ;) Ale teraz zastanawia mnie, czy wiedząc, że film jest wierną adaptacją lub też jest to dobra, animowana kinówka, wydałbyś kasę na kino, czy nie? Drążę temat, ale zastanawia mnie, czy fani rzeczywiście są skłonni wydać pieniądze.
-
Gość: Radek Kowalik, host51.opgk.krakow.pl
2009/06/29 11:15:51
Tak, gdyby film był wierną adaptacją mangi, lub nawet kolejną animacją pełnometrażową, bez wahania wysupłałbym dwie dychy na kino.
Swego czasu, jak DB pojawiło się w Polsce na VHS, mimo nikłego kieszonkowego kupiłem kilka filmów z kolekcji. Te, na które nie było mnie już stać, wypożyczyłem.

Przedstawiam tu co prawda tylko moje zdanie, gdyż uważam, że tak właśnie powinien się zachowywać fan.