Blog > Komentarze do wpisu
Klejnot fantasy
Lata 80-te urodziły multum baśni filmowych. Z wielu filmów tego gatunku, nakręconych w owej epoce (np. „Conan Barbarzyńca", "Niekończąca się Opowieść") wyróżnia się „Willow” (1989), przez wielu uznawany za arcydzieło kina fantasy. Uczciwie przyznam, że jest to jeden z moich ulubionych filmów - pierwszy raz oglądałem go na VHS i do dziś chętnie do niego powracam.


Film w reżyserii Rona Howarda, ze scenariuszem George'a Lucasa to opowieść o walce dobra ze złem. Głównym bohaterem jest karzeł Willow (Warwick Davis, znany z horrorów o Leprechaunie), który wraz z żoną znajduje nad brzegiem rzeki ludzkie dziecko i postanawia je przygarnąć. Nie wiedzą, że jest ono częścią przepowiedni, według której świat zostanie uwolniony od wszelkiego zła...

b

Taaaaki był ten pstrąg...

Tymczasem zła królowa Bavmorda, która chce zniewolić krainę, dowiedziawszy się o proroctwie - i niezbyt subtelnie inspirując się poczynaniami Heroda - rozkazuje zgładzić wszystkie niemowlaki. Willow wraz z dzieckiem ucieka przed prześladowcami i nieświadomie zostaje wplątany w misją ratowania świata. Spotyka wojownika Madmartigana (Val Kilmer), który pomaga karłowi w wędrówce.

Choć film wyróżniał się doskonałym, pełnym brawury i pomysłowości wykonaniem, to niestety odniósł umiarkowany sukces, a producenci porzucili pomysł nakręcenia sequeli. Widzów nie przekonało dobre tempo opowieści, rewelacyjne jak na tamte czasy efekty specjalne (nominowane zresztą do Oskara), ani świetna muzyka, tworząca niezapomniany, magiczny klimat.

b

Na potęgę Posępnego Czerepu...!

"Willowa" polecam - zarówno wszystkim fanom kina fantasy, jak i widzom którym nie po drodze z fantastyką. Jest to obraz niezwykły: baśń, która bawi, straszy i wzrusza, przystosowana do oczekiwań zarówno dzieci, jak i dorosłych. Jej symbolem, oczywiście oprócz karła, jest Val Kilmer, odtwarzający jedną z najciekawszych postaci w swojej karierze. Jest to rola, której już nigdy nie powtórzy, bowiem po zakończeniu cudownej epoki eighties przeistoczył się we Freda Flintstone'a:

f

autor: Marcin Faber

Sportowiec.org

czwartek, 04 czerwca 2009, eszuran

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Jatka, 95.171.210.*
2009/06/04 20:37:51
Najlepsza końcówka ;) A co do samego filmu, to... jak leci w tv, to zerkam, ale nigdy jakoś specjalnie go nie lubiłam i nie zapadł mi szczególnie w pamięci.
-
Gość: Mefisto, *.idzik.pl
2009/06/05 00:11:48
Film klasyka, ale nie wiem czemu wg autora jest zapomniany i publiczność nie przyjęła go dobrze. A z tymi sequelami - cóż, jak dla mnie dobrze się stało, bo Lucas mógłby to spieprzyć, a Howard nigdy sequeli właściwie nie robił.
-
2009/06/05 06:33:18
Nie widziałem filmu, więc się nie wypowiem, ale fakt faktem, że o Willowie nie pamięta się jak o Conanie. Poza tym Howard nie robi sequeli (poza Aniołami i demonami), ale to nie zmienia faktu, że jego filmy mają sequele (Kokon, Nocna zmiana). Przecież nic nie stało na przeszkodzie, by zatrudnić innego reżysera.
-
Gość: Mefisto, *.idzik.pl
2009/06/06 00:18:53
jak dla mnie bardziej zapomniany od Willow jest Krull :)
A co do sequeli - Cocoon był wypadkiem przy pracy (bo sequel jest udany), Nocnej nie znam, więc się nie wypowiem, ale chyba nie wyszło z tego nic dobrego? Poza tym właśnie - Willow skończył się tak, że dorobić tu sequel, i to udany, to byłby cud
-
2009/06/06 07:55:57
Sorry, pomyłka - Nocna zmiana nie miała sequela. Pomyliłem ją z horrorem Nocna zmiana. :)
-
Gość: , *.adsl.inetia.pl
2009/06/06 14:18:12
Chyba Nocna Straż ; )
-
2009/06/06 16:25:34
Nocna zmiana - oryg. Graveyard Shift. :)
-
2009/06/06 20:54:10
Mi się też wydaje, że Willowa jakoś tak zamieciono pod dywan. Świadczyć o tym może fakt, że często leci w świątecznej ramówce obok Kevina samego w domu na stacjach, które nie było stać na jakąś kilkuletnią kinówkę. Trochę jak z Waterworldem, ktory był chyba najdroższą "klapą" (czyt. niedocenionym filmem) w dziejach i musiał przejśc przez box-officowe piekło, żeby doczekać się miana kultowego. Ja nie wiem, czy można tak z ręką na sercu polecić nie-fanom fantastyki, chociaż recenzja dosyć jasno stawia sprawę.
Ale najbardziej szokuje degradacja (a może degeneracja?) walecznego ryzerza do tatusiowatego jaskiniowca D:
Jakoś tak przypomniała mi się Fanthagiro: to co prawda wczesne '90 ale widać, że twórcy naoglądali się ejtisowego fantasy, pewnie z Willowem na czele :)
-
Gość: , 77.255.245.*
2009/06/06 21:21:16
Military - zwracam honor : P
-
Gość: , *.adsl.inetia.pl
2011/03/12 21:54:48
Dlaczego Flinstone'a? Dopiero po 2004 Kilmerowi zaczelo isc gorzej.