Blog > Komentarze do wpisu
Nazwa tej kapeli to Talking Heads
Jeśli rozpoczynać pisanie bloga, to z wykopem. A jeśli blog traktuje o kultowej epoce, w której słońce zachodziło o każdej porze dnia, to nie było w niej zespołu bardziej kultowego niż Talking Heads.

Istnieją piosenki, które każdy zna, ale nikt nie wie, kto jest ich autorem. Ich twórcy teoretycznie są sławni... tylko że nikt o nich nie słyszał. W ten paradoks wpisuje się Talking Heads - łączący elementy rocka, popu i funku zespół-legenda, praktycznie nieistniejący w świadomości przeciętnego polskiego odbiorcy.


Historia kapeli zaczyna się we wczesnych latach 70. XX wieku. Zanim kwartet nagrał swoje największe hity, nie nazywał się jeszcze "gadającymi głowami" ani nawet nie był kwartetem. The Artistics - skupiający się na coverach prototyp Talking Heads - tworzyli Szkot David Byrne, będący wokalistą i gitarzystą, oraz amerykański perkusista Chris Frantz. W połowie 1974 r. dołączyła do nich przyjaciółka z Rhode Island School of Design - pochodząca z Californii Tina Weymouth. Dzieląc los wielu młodych artystów próbujących znaleźć sposób na wybicie się z tłumu, trio zamieszkało wspólnie w tanim apartamencie w Nowym Yorku, próbując znaleźć drogę do sławy. Tam też przybrało nazwę Talking Heads, natknąwszy się na nią w przewodniku po programie TV. Pojęcie "gadająca głowa" oznaczało sposób kadrowania, przy którym widać tylko głowę i ramiona filmowanej osoby.

Początki nie należały do łatwych. Grupa nie miała wielu własnych piosenek i była zmuszona wypełniać repertuar coverami. Pierwszym poważnym występem zespołu był support dla Ramones w 1975 r., podczas koncertu w słynnym klubie CBGB, goszczącym w swej historii takie gwiazdy jak Blondie, Patti Smith czy Misfits. Zespół został zauważony i wkrótce nagrał pierwszy singiel - "Love Goes to Building on Fire / New Feeling". Muzycy podpisali także kontrakt z wytwórnią Sire, znaną z opieki nad m.in. Ramones i Depeche Mode. Pozwoliło im to wydać pierwszy album, zatytułowany od roku powstania - "77". Nagrano go już w czteroosobowym składzie, wraz z gitarzystą-klawiszowcem Jerrym Harrisonem, byłym członkiem popularnego wówczas w Stanach zespołu The Modern Lovers.

...przynajmniej fajnie grali.

Debiutancki album nie stał się wielkim hitem, choć utwór "Psycho Killer" - dziś wizytówka Talking Heads - dostał się na listy przebojów. Muzycy określili jednak swój styl: zjednoczoną pod szyldem pop-rocka, bogatą mieszaninę gatunków, rozbudowywaną z każdym kolejnym albumem. Znakiem rozpoznawczym kapeli stał się charakterystyczny głos Davida Byrne'a oraz refleksyjne, skoncentrowane na problemach współczesności teksty. "77" doceniono po latach - w 2003 magazyn Rolling Stone umieścił go na 290 miejscu z 500 najlepszych albumów wszech czasów, "Psycho Killer" zaś do dziś doczekał się ponad piętnastu coverów.

Zainteresowany kwartetem Brian Eno nawiązał współpracę z zespołem, co miało doprowadzić do przełomu. W 1978 Eno wyprodukował album "More Songs about Building and Food", zaś zawarty w nim cover Ala Greena "Take Me To The River" zajął 26. miejsce na liście przebojów. Wydarzenie to zbiegło się ze ślubem Frantza i Weymouth. Choć druga płyta wciąż nie przyniosła Talking Heads wielkiej popularności, to jednak sprawiła, że świat usłyszał o ich istnieniu.

W kolejnych latach Byrne z kapelą poświęcili się eksperymentom ze stylistyką, nawet w ramach jednego albumu. Przykładowo, w piosence "I, Zimbra", adaptacji dadaistycznego wiersza "Gadji Beri Bimba", wykorzystano afrykańskie brzmienia, zaś słowa były rytmicznym, choć pozbawionym sensu bełkotem; "Life during Wartime" natomiast, uznaną przez Rock and Roll Hall of Fame za jedną z "piosenek, które ukształtowały rocka", zaliczyć można do bardziej standardowego punk-rocka. Dzięki otwieraniu się na różne gatunki, Talking Heads z mozołem zyskiwali coraz większą popularność.

Większy rozgłos zespół osiągnął wraz z czwartym albumem - "Remain in Light", uznawanym przez krytyków za największe osiągnięcie Talking Heads. Podczas pracy nad nim pomagała im grupa Tom Tom Club, założona przez małżeństwo Frantzów. Promujący płytę singiel "Once in a Lifetime" początkowo przeszedł bez echa, by w kolejnych latach względnie szybko stać się klasyką gatunku. Samplowali go raperzy, coverowały znane zespoły, m.in. The Smashing Pumpkins. Utwór wykorzystano w takich filmach jak "Family Man" z Nicholasem Cagem czy "Wojna Charliego Wilsona" z Tomem Hanksem (piosenka została użyta w spotach reklamowych). Nawet Kermit Żaba wykonał "Once in a Lifetime" w jednym z odcinków The Muppet Show.

Rosnąca popularność piosenki przyczyniła się kilka lat później do powstania filmu "Stop Making Sense" - zapisu koncertu Talking Heads, wyreżyserowanego przez twórcę "Milczenia owiec" Jonathana Demme. Można zaryzykować stwierdzenie, że jeśli ktoś słyszy charakterystyczną, żywą melodię, której nie może przypisać żadnemu twórcy, to jest to właśnie "Once in a Lifetime". A jeśli nie - wtedy mowa o "Burning Down the House".

Czyli o tym.

"Burning Down the House" to utwór, który wyniósł Talking Heads do pierwszych dziesiątek list przebojów. Pochodzący z albumu "Speaking in Tongues" z 1983 r., wyprodukowanego po rozstaniu z Brianem Eno, pomógł sprzedać milion kopii w samych Stanach Zjednoczonych. Wykorzystano go w równie wielu produkcjach filmowych i telewizyjnych, co "Once in a Lifetime"; dorobił się również sporej liczby coverów, m.in. autorstwa Toma Jonesa i The Cardigans.

Przed rozpadem Talking Heads wydali jeszcze trzy płyty. "Little Creatures" z 1985 r. był albumem o wiele bardziej standardowym niż poprzednie, trzymającym się stylistyki pop-rocka. Nagrane w rok później "True Stories" to zbiór piosenek z filmu Byrne'a pod tym samym tytułem, zaś "Naked" z 1988 to powrót do eksperymentowania z czasów "Remain in Light".

W drugiej połowie lat 80. ścieżki zespołu coraz bardziej się rozchodziły. Byrne we wspomnieniach zaznacza, że nie chodziło wyłącznie o różnice w koncepcji muzyki; zespołem targały wewnętrzne animozje. Pozostali członkowie grupy żyli w cieniu Byrne'a, który zdobywał popularność także dzięki pracy poza ramami Talking Heads - został m.in. laureatem Oscara za muzykę do filmu "Ostatni cesarz" z 1987 r. Oficjalnie rozpad grupy ogłoszono w 1991 r. Frantz, Weymouth i Harrison próbowali wskrzesić legendę, wydając w 1996 r. album "No Talking, Just Head" pod nazwą The Heads - bez udziału słynnego frontmana, jednak przedsięwzięcie to nie zdobyło rozgłosu.

Obecnie David Byrne powrócił do współpracy z Brianem Eno i zamierza wyruszyć w trasę koncertową pod nazwą "Songs of David Byrne and Brian Eno Tour". Tina Weymouth i Chris Frantz pracują nad projektem o nazwie "The Afterparty People", od czasu do czasu koncertując z Tom  Tom Club; Jerry Harrison zaś robi karierę jako producent takich grup jak Foo Fighters, Crash Test Dummies, Live czy The Black and White Years.

autor: Michał Puczyński

środa, 14 stycznia 2009, eszuran

Polecane wpisy

  • Rambo Rambo!

    Bez komentarza. W tym przypadku nie potrafię wydusić z siebie ani słowa. Wayne Scott - Rambo Rok produkcji: 1985 M

  • Duran(d) Duran(d)

    Durand Durand - takie fantazyjne nazwisko nosił jeden z bohaterów kiczowatego ero-sf "Barbarella" z 1968 r. Jak nietrudno zauważyć, data produkcji rozmija się z

  • "absolutnie i ultymatywnie megakultowy"

    Uwaga: wpis dość osobisty. Talking Heads to dla mnie magiczna grupa. Widzę w niej to, co najlepsze w latach osiemdziesiątych: oryginalność pomysłu i niepodrabia

Komentarze
Gość: Snuffer, *.adsl.inetia.pl
2009/01/14 22:31:21
Moje ulubione zespoły to - Sodom, Destruction, Slayer, Megadeth, Anthrax, Metallica, Pantera, Exodus, Testament i inne o mniej lub bardziej radosnych nazwach.
Mimo to, kawałkiem "Psycho Killer" się wiele nocy jarałem :)
-
2009/01/15 08:05:54
Psycho Killer to chyba jedyna piosenka, która lepiej brzmi w wersji live niż studyjnej, więc jeśli słuchałeś tej drugiej - polecam zapoznać się z koncertówką. ;)
-
Gość: ciccone_youth, *.internetdsl.tpnet.pl
2009/01/29 15:46:47
pamiętam jak dwa lata temu uzupełniłem dyskografię talking headsów o dvd 'stop making sense'. to co siędziało ze mną było niesamowite. nie byłem w stanie oglądać tego koncertu... na siedząco. muzyka zawładnęła moim ciałem, nie byłem w stanie nad nim panować. zawsze mine krępowało ruszanie się do muzyki a tutaj ledwo nie padłem z wyczerpania gdy było już po wszystkim. david byrne to geniusz.